Antykoncepcja bez koncepcji. Pamiętnik pacjenta bariatrycznego – cz.29. Ewa Frankiewicz
8 września 2025
ANTYKONCEPCJA BEZ KONCEPCJI
Kurczę blade i niedogotowane! Dzisiaj wpadłam w rzetelną panikę, a wszystko wskutek zastosowania czegoś tak zwyczajnego, jak logiczne myślenie. Sami rozumiecie, wydawało mi się, iż jako osoba nieźle wykształcona, doświadczona życiowo i przynajmniej średnio inteligentna (nieco powyżej szympansa) ogarniam tak banalne rzeczy jak skuteczne zabezpieczenie przed niechcianą ciążą. Mam za sobą trzy ciąże, dwoje dzieci, zaplanowanych, chcianych i oczekiwanych, więcej nie chcę i kropka. Okazało się jednak, iż szympans chyba mnie przewyższył intelektualnie, a zrozumiałam to absolutnym przypadkiem…
Choroba otyłościowa nie sprzyja seksualnej rozwiązłości i ekscesom rodem z Kamasutry. Na własnym przykładzie wiem, że libido było zdechłe, chłop osobisty, zabierający się do rzeczy i pchający się do mnie z rękami, traktowany był niczym wrzód na tyłku, tudzież zło konieczne, bóle głowy, zębów, brzucha i wszystkiego nawiedzały mnie regularnie, no nie chciało mi się i tyle. Jeśli już do czegokolwiek dochodziło, to chłop musiał pracować na efekty, bo ja nie byłam w stanie wykonywać bardziej skomplikowanych łóżkowych akrobacji (poza leżeniem na plecach).
Od czasów moich pierwszych doświadczeń intymnych, zabezpieczałam się zawsze za pomocą tabletek antykoncepcyjnych. To nie były czasy klauzuli sumienia i innych politycznych wymysłów, miałam świetną panią ginekolog, która w ramach dbałości o mnie wolała zapisać mi antykoncepcję hormonalną niż pozwolić mi zajść w nieplanowaną ciążę. Bardzo mi ta forma zabezpieczania się odpowiadała, a ponieważ nie miałam w zwyczaju zmieniać chłopa każdej nocy, partner był stały, więc nie miałam jakichś wewnętrznych obaw w zakresie chorób przenoszonych drogą płciową. Jasne jest, że od czasu do czasu zdarzało nam się stosować prezerwatywy jako metodę dodatkową, zwłaszcza gdy brałam jakieś antybiotyki albo trafiała się zmiana klimatu, ewentualnie sraczko – rzygaczka. Ale ogólnie rzecz biorąc, tabletki były fajną opcją.
Przed planowanymi ciążami odstawiałam je zawsze odpowiednio wcześniej, wykonywałam wszelkie zalecone badania hormonalne, organizm funkcjonował dobrze, zachodziłam w ciążę, a sześć tygodni po porodzie wracałam do ulubionej formy przeszkadzania plemnikom w ich rozrodczej działalności (podkreślam – nie karmiłam piersią!).
Od dłuższego czasu, po przekroczeniu bolesnej cezury czterdziestego roku życia, myślałam o zmianie metody antykoncepcji na hormonalną wkładkę domaciczną. Nie mogłam się jednak zmobilizować do tego, bałam się. Może to się wyda dziwne i głupie, ale miałam za sobą straconą ciążę pozamaciczną, moje miesiączki zawsze były bolesne, krwawe i dokuczliwe, macica nawet w ciąży nie bardzo chciała się rozciągać. To wszystko sprawiło, iż perspektywa założenia mi „tego czegoś” metodą „przezpodwoziową” jawiła mi się koszmarnie. Stchórzyłam.
Ostatnie dwa lata, kiedy moja otyłość osiągnęła już rozmiary potwornej słonicy, tak rzadko pozwalałam się mężowi dopaść pościelowo, że zakładanie przysłowiowej spirali stało się nieco bezsensowne. Nie jest to tania metoda (w sensie jednorazowego wydatku), wielu lekarzy nie chce jej zakładać z powodu kościelno – politycznych przekonań, podobno zakłada się ją podczas miesiączki, co mnie osobiście mocno zniechęca, mimo pełnej świadomości, iż lekarz ginekolog na pewno widział niejedno w swojej zawodowej karierze. Dałam spokój, zwłaszcza, że tabletki, które przyjmowałam spowodowały całkowite zatrzymanie się mojego okresu. Odpowiadało mi to, podpaski kupowałam tylko córce, ja miałam problem z głowy.
Sytuacja po operacji bariatrycznej zmieniła się dość mocno. Utrata owych 27 kilogramów sprawiła, iż mój mąż stał się bardziej chętny i namiętny niż zwykle, ja zaś zaczęłam z pewną przyjemnością odpowiadać na jego karesy. Tuż po operacji byłam mocno osłabiona i obolała, wciąż miałam z tyłu głowy przekonanie, że nie dam rady inaczej niż „po bożemu”, co automatycznie budziło lęk przed uciskiem brzucha i bólem. Ale… pojawiły się chęci… Po trzech tygodniach od zabiegu roznosiło mnie już tak niesamowicie, że pchałam się z rękami (i nie tylko) do męża. Był z tego bardzo zadowolony, skwapliwie korzystał z mojego rozpasania, ja jednak byłam po prostu w szoku – wcześniej czułam się niemal jakbym stała nad grobem, teraz – jak dwudziestolatka, która może cztery razy po dwa razy.
Stopniowo przez minione cztery miesiące wróciłam do niejako normalnej aktywności seksualnej. Wiadomo – mam te lat 45, mój mąż nawet dwa więcej, więc forma królików na wiosnę już raczej za nami, ale nie mamy już sypialnianych zimnych nocy. I przez cały ten czas korzystałam z mojej ulubionej formy zabezpieczania się. Prezerwatywa jako środek dodatkowy nawet mi do głowy nie przyszła.
Po tym, czego dowiedziałam się dzisiaj, uważam iż miałam więcej szczęścia niż rozumu. Okazuje się bowiem, że po operacji bariatrycznej tabletki antykoncepcyjne się nie wchłaniają!!!
Przygotowując się do zabiegu, nawet nie pomyślałam, by spytać o coś takiego. Powody były dwa – po pierwsze nie miałam ochoty na seks, nie miałam nawet nadziei na to, że będę ją jeszcze mieć kiedykolwiek. Po drugie, wydawało mi się oczywiste – bariatria to nie ginekologia, zatem prucie i szycie żołądka na tyłek wpływu nie ma (kwestii biegunki i zaparcia nie liczę).
Zawsze byłam przezorna – kiedy brałam antybiotyki, stosowałam dodatkowe zabezpieczenie, kiedy brałam jakieś nowe leki, zawsze pytałam, czy ich działanie może zachwiać skutecznością tabletek, a teraz – jakby mi rozum odjęło a dupa zaczęła rządzić światem…
Dopiero teraz rozumiem, dlaczego po operacji pojawił mi się okres i występuje regularnie – po prostu brak wchłaniania. Tyle tylko, że nawet mój ginekolog nie wspomniał mi o takiej możliwości. I to mnie przeraża. Rozumiem lekarza rodzinnego, który ma prawo tego nie wiedzieć (z tego, co się orientuję, tacy lekarze mają niewielu pacjentów bariatrycznych, na dodatek są to także mężczyźni, których problem nie dotyczy). Rozumiem chirurga, którego zadaniem jest mnie rozpruć, naprawić i pozszywać, tyłkiem i macicą się nie zajmuje, nie musi też pamiętać, że na pierwszej wizycie siedem miesięcy wcześniej mówiłam, że biorę antykoncepcję hormonalną (gdyby chciał to wszystko pamiętać, padłby na polu chwały, za dużo jest nas – pacjentek). Ale ginekologa nie rozumiem. Pokazałam kartę ze szpitala, brzuch i blizny po operacji oglądał, analizował przyczyny bólu w trakcie współżycia, ba! wypisał receptę na kolejne opakowania tabletek. I nie powiedział mi, że po bariatrii należałoby zmienić metodę zabezpieczania się.
Nasz Pan doktor Bartek nie raz i nie dwa mówił, jak bardzo ważna jest skuteczna antykoncepcja po zabiegu bariatrycznym. Pomijam już fakt swojego wieku, gdybym zaszła teraz w ciążę, chyba bym się zabiła – mam duże dzieci, dawno wyszłam z pieluch, kaszek, smoczków i nocników. Jest nadzieja, że jestem już na to nieco za stara i dlatego udało mi się uniknąć zapłodnienia, ale co mają powiedzieć dziewczyny w wieku rozrodczym? Przecież wszystkim nam zależy na tym, by po operacji nie tylko schudnąć, ale i utrzymać jej efekty!
Może ja czegoś nie rozumiem, może faktycznie intelektualnie znajduję się na poziomie goryla nizinnego, ale wydaje mi się, że skoro po operacji bariatrycznej tabletki antykoncepcyjne się nie wchłaniają, to również znaczy, iż nie działają prawidłowo i są nieskuteczne. Poprawcie mnie, jeżeli się mylę.
Nieraz mówiłam – teraz odkrywam siebie na nowo, szukam w sobie mocnych stron, robię makijaż, paznokcie, planuję pójść do fryzjera i nieco zmodyfikować fryzurę. To oznacza, że odkrywam siebie na nowo także w łóżku z mężem. I sądzę, iż takich osób jak ja – bez względu na wiek – jest dużo więcej. Po operacji budzimy się do życia we wszystkich aspektach. Nieplanowana ciąża może być szokiem, ale jeśli pojawi się zbyt wcześnie po zabiegu – może przekreślić wszystko, czego dokonaliśmy. Nikt z nas tego nie chce.
Nasza grupa wsparcia jest bezcenna, bo z niej dowiadujemy się mnóstwa rzeczy, to kopalnia diamentowych informacji dla osób przed operacją i dla tych po. Ale na moim prostym przykładzie widać, że o pewnych kwestiach dowiadujemy się zbyt późno. Czy to oznacza, że mamy sami doszkolić się medycznie? Nie. Mamy bezcenne dla nas wsparcie naszego Doktora, który cierpliwie odpowiada na nasze „100 pytań do”. Jednak mam nieśmiałe marzenie, by nieco szerzej przeszkolić właśnie ginekologów w tematyce bariatrycznej. Oni też powinni być po naszej stronie. Bo my naprawdę walczymy o życie.